Kartki świąteczne

Co roku na Boże Narodzenie oraz Wielkanoc wysyłam kartki świąteczne. Tak, tak – takie tradycyjne kartki, w kopercie ze znaczkiem i wysyłane Pocztą Polską. Wiąże się z tym cały rytuał, który uwielbiam i bez którego nie wyobrażam sobie Świąt.


Prawdopodobnie, przy okazji tego tekstu, wyjdzie na jaw kilka moich dziwactw, ale kto by się tym przejmował. Zacznijmy może od tego, że zauważyłam, iż proces kupowania kartek z roku na rok się wydłuża. Dzieje się tak dlatego, że nie godzę się na żadne ustępstwa od zasad, którymi kieruję się przy wyborze kartki:

  1. Każdą kartkę wybieram z myślą o konkretnej osobie. Czasem musi minąć kilka dni, nim znajdę tą odpowiednią.
  2. Wzór kartki nie może się powtarzać. One muszą być różne, zwłaszcza gdy dwie osoby mieszkają blisko siebie.
  3. Kartka nie może mieć nadruku z życzeniami wewnątrz. Takich kartek nie kupuję, ponieważ uważam, że każda z osób do których je wysyłam jest wyjątkowa i zasługuje na spersonalizowane życzenia.
  4. Co roku układam nowe teksty życzeń. Możecie mieć pewność, że są pisane od serca, skierowane do konkretnej osoby lub rodziny, ponieważ uważam, że słowa mają siłę. Jeśli wyjdzie mi naprawdę dobry tekst życzeń, zapisuję go w specjalnym notatniku. Na wypadek, gdyby ktoś z przyjaciół potrzebował jakiegoś „gotowca”, niekoniecznie spisanego z internetu.

Kartki świąteczne ze sklepu oraz ich wady

Są rzeczy, które odbierają mi trochę przyjemności z wysyłania kartek, mianowicie:

  1. Mniej więcej 90% kartek to gotowce z życzeniami, pod którymi wystarczy się podpisać i już. Nie lubię ich i mnóstwo czasu marnuję na wyszukiwanie takich, które w środku mają miejsce na własną twórczość.
  2. Najpiękniejsze kartki mają zwykle anglojęzyczne teksty (Merry Christmas, Merry X-mas), dekory itp., a ja kocham język polski i się na coś takiego nie godzę.
  3. Ceny kartek są coraz wyższe, co przy ilości jaką wysyłam, ma znaczenie, a niestety cena nie zawsze idzie w parze z jakością.

Ok, wiem już, że nie chcę kartki ze sklepu. Nadal jednak chcę je wysłać, co mogę zrobić? Możliwości są dwie:

  1. zrobić je własnoręcznie,
  2. kupić od zdolnych, lubiących kreatywne wyzwania ludzi.

Kartki świąteczne DIY

Jeśli czegoś nie możesz kupić, spróbuj to zrobić samodzielnie. To nie musi być nic skomplikowanego. Minimalizm zawsze jest na topie, więc nie przejmuj się, jeśli nie dasz rady wyczarować bogatej w detale kompozycji. Czasem piękno tkwi w prostocie właśnie. Najważniejsze przecież, że włożyłaś w to wysiłek i poświęciłaś swój czas po to, by komuś sprawić przyjemność.

Nie przejmuj się też, że nie masz zaawansowanych, specjalistycznych narzędzi. Czasem wystarczy po prostu kolorowy papier, nożyczki, dobry klej i kilka drobiazgów. Rozejrzyj się wokół siebie. Odrobina wyobraźni, dobry pomysł i może się okazać, że własną kartkę wykonasz w 5 minut, z tego co masz w domu. Daj drugie życie starym guzikom, wyczaruj świąteczny wianek z makaronu, albo wykorzystaj starą gazetę. Nie wierzysz, że można z tego zrobić coś fajnego? Podrzucam Ci więc garść inspiracji, na potwierdzenie moich słów!


Jeśli w Waszym domu jest dziecko, tworzenie kartek to świetna okazja do wspólnego spędzenia czasu i zaangażowania dziecka w przygotowania do Świąt. Ja uwielbiam ten czas i niezwykle się cieszę, że moja córka Antonina chętnie bierze udział w tego typu przedsięwzięciach.

Policzyłam, że w tym roku potrzebujemy przynajmniej 30 kartek, więc musiałam to wszystko zaplanować tak, by mieć odpowiedni bufor czasowy. Z tego właśnie powodu, przygotowania do Świąt rozpoczęłyśmy z córką już w listopadzie.

Kartki świąteczne
Pierwsze efekty naszych prac nad kartkami.

Teraz mamy już pewność, że wyrobimy się do Świąt, a nasze tegoroczne kartki będą absolutnym zaskoczeniem dla większości adresatów. Będą również unikatowe i pod każdym względem wyjątkowe, jak ci wszyscy ludzie, do których będziemy je wysyłać


Kartki świąteczne kupione od zdolnych ludzi

Jeśli nie wysyłamy zbyt wielu kartek (albo wysyłamy, ale cena nie ma dla nas większego znaczenia), cenimy ręcznie robione rzeczy i nadal chcemy uniknąć kartek pochodzących z masowej produkcji, możemy pokusić się o znalezienie pięknych kartek na jarmarkach lub w internecie.



Magia świątecznego rytuału

Kiedyś w ferworze świątecznych przygotowań, wszystkie kartki zaadresowałam do samej siebie. Gdy moja skrzynka zaczynała pękać w szwach, a listonosz prawdopodobnie miał ochotę mnie udusić, dotarło do mnie, że wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Nie mam pojęcia jak to się stało, ale w miejscu w którym powinny znajdować się dane adresata, widniał mój adres zamieszkania. Najpierw się wściekłam, a chwilę później nie mogłam przestać się śmiać. Bo przecież takie rzeczy się nie zdarzają! Może i nie, ale mnie się przytrafiło, mam nauczkę.

Wyciągnęłam z tej historii lekcję i opracowałam rytuał wysyłania kartek w trzech krokach:

  1. sprawdzamy adres na kopercie,
  2. sprawdzamy czy naklejony został odpowiedni znaczek,
  3. wrzucamy kartkę do skrzynki.

Dwa tygodnie przed Świętami, idziemy na spacer podczas którego zaliczamy wizytę na poczcie. Tam wykonujemy po kolei wspomniane wyżej kroki, żeby uniknąć powtórki z rozrywki. Zwykle wygląda to tak, że ja sprawdzam adres, Gerard znaczek, a Tosia wrzuca koperty do skrzynki. Zwykle łączymy to z jakąś zimową przyjemnością, która wieńczy dzieło i podsyca świąteczną atmosferę.


Kartki to nie jedyny punkt na mojej liście „do zrobienia” przed Świętami, ale bez wątpienia jeden z najprzyjemniejszych. A czy Ty wysyłasz kartki z życzeniami? Wolisz te ręcznie robione czy jest Ci wszystko jedno?


Leave a Reply

Close